Uzależnienie wkradło się do mojego życia zdecydowanie za wcześnie. Mimo to od zawsze miałam o nim pojęcie, dzięki sytuacji która panowała w domu. Wejście w nieodpowiednie towarzystwo, które z niewiadomych powodów próbowało doprowadzić mnie do zniszczenia pod przykrywką troski i namowy do buntu przyszło mi zbyt łatwo, a sięgnięcie po coś co zniweluje wewnętrzne bóle i zmartwienia – jeszcze szybciej. Tak zatraciłam się w towarzystwie od imprezy do imprezy. Czułam miłość od ludzi, którzy mnie otaczali. Czułam troskę, której byłam spragniona, a pustka powstała po wydarzeniach poprzednich lat mimo to nie zapełniała się.

Po niedługim czasie  zaczęło nużyć mnie towarzystwo, w którym i tak czułam się dość samotnie, a jednodniowe tripy przerodziły się w tygodniowe posiedzenia z narkotykami we własnym pokoju.
W domu takie tematy omija się szerokim łukiem, zatem mama posyłała mi czasem tylko spojrzenia typu „wiem, ale nie chcę wiedzieć”.

Kolejna hospitalizacja tym razem z innym zakończeniem – ośrodek. Mama w końcu odważyła się powiedzieć, że wie co się dzieje głośno. Leczenie w ośrodku zajęło mi całe 3 miesiące, a planowanie ucieczki jeden dzień. Policja znalazła mnie jeszcze szybciej, nieprzytomną, gdzieś na dworcu. Nie wiem po co uciekłam skoro tak naprawdę czułam, że nie mam do czego wracać.

Moją historię opisałam w wielkim skrócie. Po jakimś czasie zdecydowałam się na terapię, na którą absolutnie nie miałam ochoty chodzić. Moim priorytetem była zabawa. Terapia była koniecznością. Nie chciałam wracać do ośrodka. Nie miałam pojęcia jak to się skończy. Nie sądziłam, że trafię na człowieka, który trafi do mnie tak intensywnie w tak krótkim czasie. Droga była kręta, nawet podczas leczenia wiele razy upadałam i wpadałam w ciągi, z których ciężko było się wyrwać na powrót do rzeczywistości. Dziś jestem w stanie powiedzieć, co dawały mi narkotyki: pewność siebie, brak hamulców, złudzenie, że wszystko jest w porządku, że wokół mnie są jacyś ludzie, ale też możliwość rozmowy, której na trzeźwo nie umiałam przeprowadzić. Ciężko było z tego wszystkiego zrezygnować. Zrozumiałam jednak, że chcę być trzeźwa i jeśli to możliwe, mieć to wszystko pozostając trzeźwą. Chcę móc cieszyć się życiem i potrafić nawiązywać zdrowe relacje, nie obwiniać się za najdrobniejsze błędy  i nie przejmować się tym co myślą o mnie inni. Chcę żyć własnym życiem, bez poczucia winy i zawodu. I zamierzam tego dokonać:)